Alicante - Katowice, wracamy do domu

Poniedziałek, wracamy do domu. Pakowanie do autobusu rozpoczęliśmy o godzinie 11.30, na lotnisko dojechaliśmy bez problemu po 40 minutach. Tutaj podczas nieudanej próby odprawienia bagażu głównego część ekipy rozpoczęła akcję, które miały na celu rozdzielenie różnych części bagażu tak by w głównym było 15 a w podręcznych 10 kilogramów.

Zaczęło się przekładanie, rozdzielanie ciuchów miedzy kolegami i koleżankami z reprezentacji. Języczkiem uwagi były cztery puchary, które nie dość, że miały wymiar ponad normę, to stanowiły dodatkową sztukę bagażu podręcznego. Wolno było zabrać do samolotu tylko jedną torbę czy plecak i to określonych wymiarów. Po nadaniu głównego bagażu i przejściu przez kontrolę, bezpieczeństwa, ustawiliśmy się w kolejce do wyjścia na płytę lotniska, gdzie czekał na nas samolot. Patrząc na działania zespołu pracowników obsługującego lot linii Ryanair uświadomiliśmy sobie, że wejście na pokład samolotu z torbą i pucharem będzie niemożliwe.

Hiszpanka niewielkich rozmiarów, szalała niczym Pit Bull, rzucając się na pasażerów, którzy w jej oczach dysponowali ponadwymiarowymi torbami. Kazała je wciskać do przygotowanego metalowego wzornika. Jeden z pasażerów, starszy pan, starał się bardzo i upchnął swoja torbę w w/w wzorniku, ale potem nie był w stanie jej wyciągnąć. Miotał się z nią kilka dobrych chwil nim uwolnił swój bagaż z „klatki Ryanaira”. Kiedy przyszła nasza kolej, Hiszpański Pit Bull zaatakował, my niczym stado (czteroosobowe) płowej zwierzyny zwarliśmy szeregi, aby drapieżnik nie mógł dopaść pojedynczej sztuki. Na nic nasze zabiegi, zaczęła się akcja, Pit Bull wyrzucając z siebie słowa jak serie z kałasznikowa, nie pozwalał nam dojść do głosu. Nie miało znaczenia, że to trofea Mistrzostw Świata i tylko cztery sztuki wywalczone w pocie i znoju. Wszyscy pasażerowie poszli do samolotu, a my pozostaliśmy sami z pucharami i naszym Prezesem. Wódz nasz (Prezes PZTKD) niczym Jan III Sobieski w 1683r., który ratował Wiedeń i Europę przed Turecką nawała, sięgając po „kasę” uratował wcześniej już wywalczone puchary przed Hiszpańskimi konkwistadorami z Ryanaira. Do wszystkich kosztów poniesionych w zawiązku z działaniami na rzecz zdobycia w/w trofeów trzeba doliczyć jeszcze dodatkowo 240 euro, po 60 za puchar. Taka kwota wzbogaciła linie lotnicze Rayaner. Jak się okazało nie ma sentymentów trzeba płacić i już. Ktoś powiedział, że niedługo w/w liniach lotniczych będą płatne toalety w samolotach, wcale mnie to nie zdziwi. Do samolotu mogliśmy wejść tylko z jedną sztuką bagażu, i w przypadku czterech osób jedynym bagażem mógł być puchar. Nasz właściwy bagaż podręczny został zabrany do luku samolotu, mój zawierał w środku laptopa. Przez cały lot zastanawiałem się czy aby w całości dotrze do Katowic. Ta relacja jest napisana właśnie na rzeczonym laptopie, więc cała przygoda zakończyła się bez dodatkowych strat. W Katowicach po wyjściu z lotniska, pozostał się tylko pożegnać i każdy ruszył do domu. Wracamy swoich klubów i od pierwszego treningu po powrocie z Mistrzostw Świata, bogatsi o nowe doświadczenia, rozpoczynamy przygotowania do kolejnych, które odbędą się w 2015 roku we Włoszech. Na zakończenie tego artykułu w imieniu czterech nominalnych trenerów kadry, bardzo dziękuje wszystkim koleżankom i kolegom, którzy wspomagali nas w pracy w charakterze sekundantów. Bez Was podczas takich dużych zawodów nie dalibyśmy sobie rady.