Wellington pierwszy dzień

Sobota, godzina 22.00 (w kraju 10.00) Jesteśmy w Wellington, po godzinnym locie z Auckland,  organizatorzy zawieźli nas busami do Hotelu Kingsgate, potem szybka kąpiel i niezła kolacja. Teraz dopiero wszyscy odczuwamy skutki zmęczenia. Po to by zawodnicy poszli spać wieczorem czasu nowozelandzkiego, zmusiliśmy większość ekipy do  spaceru po mieście. Byliśmy w porcie, oglądaliśmy budynek starego parlamentu, wędrowaliśmy po pięknym parku w centrum miasta. Jest bardzo czysto,  trener Ozimek wymyślił zabawę, kto znajdzie - wpatrzy najwięcej tzw. „petów”. Wygrała mała Ania (Ania Kucharska), wskazała  jedną sztukę. Po przyjeździe do hotelu, okazało się, że Internet jest za jakieś koszmarne pieniądze, jednocześnie transakcję zakupu realizuje się przy pomocy kart kredytowych poprzez stronę internetową firmy, która dysponuje łączem radiowym. Komplikuje to relacjonowanie Mistrzostw Świata, mam nadzieję, że znajdziemy jakiś sposób na przekazywanie informacji. Ten sam problem (cenowy), dotyczy naszego hotelu jak i członków oficjalnej delegacji na kongres ITF. Przyznam, że przez myśl mi nie przeszło, że w Nowej Zelandii mogą być z tym kłopoty. Jak zauważył jeden z seniorów, że na Jamajce (nasza drużyna była tam latem 2010r.) Internet  w hotelu był ogólnie dostępny i bezpłatny. Cywilizacyjnie odległe kraje, a jak się okazuje niekoniecznie wyspa rastafarianów jest pod względem dostępu do Internetu gorsza. Po spacerze wróciliśmy do hotelu i mogliśmy położyć się spać.